Niedziela 05.04.2015

Bóg też nie dogodzi człowiekowi - ponieważ jest niewidzialny, mówią że Go nie ma, a kiedy się wcielił, to mówili o Nim, że to zwykły człowiek. – Peter Seewald


To jest taki moment, w którym nasze wyobrażenia, nasze obrazy Boga zaczynają się kończyć. Jezus idzie za mnie i za Ciebie na śmierć, bo tak bardzo kocha. To nie grzechy są tego powodem, a miłość, dla której jest w stanie poświęcić życie. Ksiądz Arkadiusz Wuwer powiedział niedawno w rybnickiej bazylice, że kto nie jest w stanie oddać swojego życia, swojej nerki za drugiego człowieka, ten nie jest gotów na miłość, na małżeństwo. Niech poczeka, aż to w nim dojrzeje. On był gotów i to zrobił, choć była to dla niego najtrudniejsza rzecz w życiu. Wiemy o tym z opisu w Ogrójcu – człowiek w stanie nadzwyczajnego stresu, zaczyna pocić się krwią. Jezus tego doświadczył, więc jak bardzo jako człowiek musiał się bać tego, żeby to zrobić? Żeby oddać za nas życie? Tylko, że lęk nie determinował Jego decyzji. Pomimo niego, oddał nam to, co tylko mógł – swoją godność.


Wjechał do Jerozolimy jako król, wyszedł jako niewolnik. Nie nam osądzać to, czy Żydzi wtedy słusznie postąpili, jak bardzo zgrzeszyli, bo nie znamy ich sumień. Jesteśmy pewni co do jednego – miłość Boga nie skończy się w momencie jakiejkolwiek próby. Dla Niego, nawet w tak wielkim lęku, ważniejsza jest wartość, którą głosi, aniżeli trudność przed którą staje. Piękne jest to zdanie, które wypowiada na krzyżu: dokonało się. W oryginale brzmi ono bowiem: zapłaciłem. Bóg mówi każdemu człowiekowi, że zapłacił najwyższą cenę. Mówi Tobie, że On zbawia właśnie Ciebie. Jedno słowo: zapłaciłem. Teraz Ty nie musisz na nic zasłużyć, bo kocham Cię bezwarunkowo. Przyjmij Moją miłość, bo za Ciebie zapłaciłem.
W tym czasie Wielkiego Tygodnia warto wsłuchać się w słowa Męki według św. Mateusza i powtarzać jedno słowo: zapłaciłem.
Bo to nie od ilości wypełnionych postanowień, odmówionych różańców czy rachunków sumienia zależy Twoje zbawienie. Ale od tego, że powiesz Bogu: przyjmuję.

 

link do śpiewanej Męki

Zapamiętaj mnie (90 dni)