Niedziela 10.05.2015

Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą,
albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi,
nie może miłować Boga, którego nie widzi.
– 1 J 4, 20

 

Niezależnie od tego kim jesteś – księdzem, katechetką, osobą, która udziela się w parafii czy też stoisz na samym końcu kościoła – dotyczy się to Ciebie. Nie można kochać Boga, jeśli żywi się nienawiść do drugiego człowieka. Jeśli notorycznie się go krzywdzi. Bo nienawidzić oznacza nie-widzieć, nie dostrzegać kogoś. Tym zachowaniem dajesz mu do zrozumienia: jesteś nikim. Nikt z nas nie chciałby usłyszeć tych słów, prawda?

 

Też nikt z nas nie kocha doskonale. Ranimy się, upadamy, to takie ludzkie. Tylko spójrz na te dwie sytuacje – kiedy po kolejnej kłótni przychodzi ktoś i prosi z miłością o wybaczenie, to zmienia postać rzeczy. Wtedy, mimo ogromnych emocji, dostrzega się daną osobę. Kiedy jednak jest w kimś nienawiść, nie ma szansy na pojednanie. Co innego przeprosić kogoś, a co innego się z nim pojednać. Pojednać się to mniej więcej tyle, co być po jednej stronie, czyli iść w tym samym kierunku. Jeśli jest w Tobie nienawiść, a chcecie iść w jednym kierunku, musicie się pojednać. Inaczej nie pójdziecie. Nie otworzycie się na to, żeby iść w jednym kierunku do Boga.

 

Powyższy fragment z Pisma Świętego nie oznacza, że ktoś nie kocha Boga, bo nie potrafi się dogadać ze wszystkimi wokół. To nie jest też tak, że jeśli ktoś jest oschły wobec drugiego człowieka, ale siedzi w pierwszych ławkach w kościele, jest kłamcą. Nie. Chodzi o obraz Boga, chodzi o dojrzałość w wierze danej osoby. Jeśli ktoś rozwija się duchowo, za jakiś czas dostrzeże swoje braki. Może już je widzi. Jednak coś, co było tworzone przez lata, trudno jest zmienić - szczególnie wtedy, kiedy inni mówią Ci: cóż z Ciebie może być dobrego? W każdym z nas jest coś takiego, co przesłania nam Boga. Coś, co zabija drugiego człowieka – słowem, czynem, milczeniem lub brakiem obecności. To jednak nie jest coś, czego nie można zmienić.

 

W dzisiejszej Ewangelii Bóg prosi Cię o to i nakazuje Ci, abyś miłował drugiego. Uwierz w to, nawet jeśli ten człowiek nawala na całej linii. Nie uprawnia Cię to do mniejszej miłości, bo Bóg kocha Was tak samo mocno. Jeśli ktoś jest słaby w oczach wszystkich, to tym bardziej objawi się chwała Boga, kiedy już zmieni swoje życie. Pozwól mu na to. Pomóż mu w tym. To właśnie przez Ciebie do niego przychodzi Bóg. Jeśli jednak go nienawidzisz, to nie zobaczysz tego, że kiedy weźmiesz go za rękę, pójdziecie w jednym kierunku – do Niego. Niezależnie czy dotyczy to Twoich bliskich, znajomych, ludzi w parafii czy księdza. Każdy może potrzebować Twego prowadzenia.

 

Dotknij Panie moich oczu, abym przejrzał.

Zapamiętaj mnie (90 dni)